Od koparki do sterowca – podróż muzyczna

Ponarzekałem już sobie na koparkowo-filmowy terror mojego syna, pora na kilka słów o jasnej stronie tegoż, czyli przydługawą opowieść o muzycznej perełce, jaką znalazłem dzięki maszynom budowlanym.

Koparka

Jeszcze niedawno ulubionym filmem Grzesia był „Construction Site #1 – excavator, bulldozer, and dump truck”. Jak łatwo się domyśleć, występowała w nim koparka w towarzystwie buldożera i wywrotki. Ten mój mały maniak oglądał ten film tyle razy, że przedawkował i teraz reaguje wrzaskiem gdy tylko rozpozna jego początek :)

YouTube Preview Image

Szkoda, bo to jedyny film spośród koparkowych, którego oglądanie mnie nie doprowadzało do szaleństwa, a to ze względu na wpadający w ucho podkład. Na początku filmu pojawia się nazwisko wykonawcy, niejakiego Brada Paisleya. Pogooglałem trochę i okazało się, że to jakaś gwiazda country, oczywiście w USA. Na koncie ma pięć albumów i teledyski z Jasonem Alexandrem i (nerdy baczność!) Williamem Shatnerem (nerdy spocznij!).

Błoto i whiskey

Utwór „Mud On The Tires” z filmu Grzesia nieźle mi się wkręcił, więc ściągnąłem sobie cały album (noszący ten sam tytuł), z którego pochodził.

Małą dygresja o polskim rynku płytowym: nawet w katalogu zagranicznym Empiku nie ma „Mud On The Tires”, ale oni mają chociaż cokolwiek Brada, w innych sklepach nie znalazłem ani albumu. I jak ja mam być legalny? :/

Mud on the tires - Brad Paisley

Wracam do płyty. Nie licząc kawałka o Jezusie nadchodzącym w chwale – całkiem przyzwoita porcja porządnie zrobionego współczesnego country. Przez „współczesne” rozumiem brak kawałków o siedzeniu przy ognisku, z siodłem ściągniętym z wiernego mustanga pod głową gdy w tle wyją malowniczo kojoty :) Są za to kawałki o oszukiwaniu firmy ubezpieczeniowej z miłości do kubańskich cygar („The Cigar Song”), czy parę słów o tym, że nie trzeba mieć talentu by stać się sławnym („Celebrity”).

Jeżeli ktoś lubi country (wiem, że to wstyd się przyznać do takich upodobań, sam się zmagałem ze sobą przy pisaniu tego wpisu) to polecam album i ruszam dalej. To tylko stacja przesiadkowa na muzycznej trasie jaką dzisiaj wam proponuję.

W dalszą drogę wysłał mnie jeden z bardziej urokliwych utworów na „Mud On The Tires”„Whiskey Lullaby”.

YouTube Preview Image

(BTW: Singiel „Whiskey Lullaby” zyskał status platynowej płyty, czyli sprzedano go w co najmniej milionie egzemplarzy! W Polsce platynę przyznaje się za 30 tysięcy…)

Niebieska trawa

Głos pani śpiewającej w duecie wydał mi się znajomy. Pogrzebałem w pamięci za płytą, na której mogłem ją wcześniej słyszeć i postawiłem na OST do „O Brother, Where Art Thou?”. Bingo! Pani nazywa się Alison Krauss i na płycie, którą obstawiałem, śpiewała „Down To The River To Pray”, „I’ll Fly Away” i „Didn’t Leave Nobody but the Baby”.

o_brother_where_art_thou.jpg

Ponieważ zarówno sam film (kto nie widział „Bracie, gdzie jesteś?” niech się wstydzi i jak najszybciej nadrabia zaległości) jak i jego ścieżkę dźwiękową (na Merlin.pl za płytę chcą tylko 17 złotych, więc skorzystałem z okazji i zalegalizuję posiadane empetrójki) darzę wielką sympatią, postanowiłem przyjrzeć się pani Krauss. Okazało się, że nie dość, że pani Krauss całkiem nieźle wygląda, to jeszcze jest kolejną nieznaną u nas amerykańską gwiazdą. Nic dziwnego – bluegrass, czyli gatunek, w którym się specjalizuje, jest tu mało popularny.

Sterowiec

Pogrzebałem trochę w dokonaniach pani Alison i trafiłem na coś, co stało się stacją końcową podróży, która opisuję. Pora więc wyjaśnić skąd ten sterowiec z tytułu wpisu. Otóż, najnowszą swą płytę Alison Krauss nagrała w duecie z… Robertem Plantem! Tak, tak – tym kudłatym gościem z Led Zeppelin!

raising_sand.jpg

Zestawienie, przyznacie sami, intrygujące, więc bez wahania rzuciłem się do ściągania albumu. Wrzuciłem „Raising Sand” na playlistę i… jestem zachwycony.

Płyta jest po prostu piękna. Zarówno utwory, w których Plant prowadzi Krauss swoją drogą, jak i te, w których daje się prowadzić, a także te, w których podążają ramię w ramię. Delikatne, zachwycające, hipnotyzujące, urzekające, melancholijne, pogodne…

Muzyka raczej bliższa jest terenów Alison, ale nie spodziewajcie się bluegrassu czy country. Obecność Planta i wysmakowane aranże zmieniają zawartość „Raising Sand” w coś, co według mnie wymyka się ramom konkretnego gatunku. Nawet banjo nie brzmi tutaj countrowo – „Sister Rosetta Goes Before Us” mogłaby być piosenką z kolejnego animowanego filmu Tima Burtona, a w „Nothing”, świetnie współgra z ciężką gitarą Roberta i delikatnymi skrzypcami Alison.

Pierwszy na singiel trafił kawałek „Gone Gone Gone (Done Moved On)”, który ostro ociera się o… rock’n’roll:

YouTube Preview Image

Całego albumu (!) możecie posłuchać na oficjalnej stronie duetu, więc nie będę się już rozpisywał. Tam też możecie obejrzeć film, w którym Alison i Robert opowiadają o współpracy. To pierwsze to zadanie obowiązkowe, drugie dla chętnych :)

Płyta wyszła w Stanach pod koniec października, u nas premierę ma mieć bodajże jutro. Ja już „Raising Sand” zamówiłem. Album jest warty każdego grosza z tych 50 złotych.

Co tam u da.killi 2.0?

da.killa 2.0, codename Grzesiek, rośnie dalej i rozrabia coraz więcej. Nadal lubi posiedzieć przy komputerze, co najlepiej zilustruje fotka pt. „Co?!? Obniżyli mi PageRank?!?” :)

img_1301.jpg

Na szczęście potencjalne nerdostwo nie przeszkadza mu w wyrywaniu lasek, które (jak widać na poniższym zdjęciu) są tymże wyrywaniem zachwycone:

img_0599.jpg

Komputery i laski to nic w porównaniu z miłością Grzesia do ciężkiego sprzętu. Szajba na punkcie traktorów czy kombajny itp. to sprawa oczywista dla wsiowego dzieciaka, ale prawdziwy odpał da.killa 2.0 ma na punkcie sprzętu okołobudowlanego: buldożery, koparki, dźwigi, ładowacze, walce… Mógłby się gapić na nie godzinami.

Najwyraźniej w chwili niedomagania umysłowego pokazałem Grzesiowi kilka filmów na YouTube z koparkami w roli głównej i się zaczęło… Młody co chwilę pcha się do komputera i domaga seansu. Żeby mieć choć chwilę spokoju przygotowałem mu specjalne DVD z kilkoma ulubionymi filmami, dzięki temu blokuje telewizor, zamiast laptopa :)

Poniżej tło menu płyty – jak widać robota jest profesjonalnie wykonana :)

dvd.jpg

Dla twardzieli mała próbka zawartości „Grzesiowego DVD”: film o sprzęcie firmy Caterpillar. Ostrzegam – nudny jak cholera.

YouTube Preview Image

Wytrzymaliście do końca? Nie? To wyobraźcie sobie, że ja muszę to oglądać kilka razy dziennie! :)

Kanapki Elvisa Presleya – idealny początek dnia

Całe wieki nie wrzucałem na „silva rerum” przepisów kulinarnych, pora więc to nadrobić, tym bardziej, że całkiem sporo przepisów czeka w TODO na pojawienie się na blogu.

Dzisiaj mam dla Was ulubione kanapki Elvisa Presleya – jedzonko tak proste i rewelacyjnie smaczne, że idealnie nadaje się na świetne rozpoczęcie dnia.

Grzanki Elvisa Presleya

Składniki:

  • chleb tostowy
  • masło orzechowe
  • banany
  • masło zwykłe

Kawałki chleba opiekamy w tosterze (preferuję bialutki chleb pszenny, a nie jakieś ziarniste paskudztwa). Jeden kawałek smarujemy masłem orzechowym i plastrami bananów (banany zamiast kroić można rozgnieść widelcem na papkę). Rozgrzewamy na patelni zwykłe masło i na to wrzucamy kanapki. Smażymy do zarumienienia z obu stron. Dla wygody kroimy po przekątnej i wcinamy. Smacznego!

Podobno Król był w stanie zjeść około tuzina takich kanapek, co dla mnie jest megawyczynem – sam wymiękam po szóstym trójkącie :)

Przepis znalazłem w książce Nigelli Lawson „Nigella gryzie”. W sieci jest sporo jego wariantów – niektórzy nie opiekają wcześniej chleba, inni polewają banany miodem, jeszcze inni kładą na nie plastry bekonu. Muszę przyznać, że ta ostatnia wariacja pociąga mnie swoją… dziwnością, ale nie odważyłem się jeszcze spróbować :)