Na początku 2026 niewiele się u mnie działo w dziedzinie rowerowej, więc wzorem poprzedniego roku odpuściłem comiesięcznie podsumowania na rzecz załatwienia od razu całego kwartału.
– –
Styczeń
Przez cały miesiąc pięć razy wybrałem się rowerem na zakupy, dzięki oponom z kolcami. Do tego tylko dwa razy przejechałem się dla frajdy. Raz skończyło się na 20 kilometrach, bo okazało się po kilku kilometrach, że szosa jest sucha i czysta tylko do granicy gminy, a dalej zaczyna się częściowo zmarznięty szary śnieg. Na szczęście za drugim razem drogi były już wolne od takich niespodzianek i udało się wykręcić ponad 36 kilometrów.



– –
Luty
Przymroziło zdrowo i przez pierwsze dwa tygodnie tylko raz wsiadłem na rower, by pojechać na zakupy. Na szczęście później zrobiło się przyjemniej i mogłem wybrać się na rowerowanie trzy razy: na lokalną pętelkę 36 km, Małą Pętlę Notecką oraz trochę dłuższe kulanie po okolicy (57 km).



– –
Marzec
W marcu zaczęło robić się cieplej i pojeździłem trochę więcej – pięć razy na zakupy i siedem dla frajdy.
W pierwszym tygodniu najpierw zaliczyłem kolejną trasę 50+, a potem machnąłem prawie 80 km w sporej części po leśnych szutrach.



Drugi tydzień to tylko wyjazd na zakupy, nie pamiętam dlaczego, ale podejrzewam, że mogło być tam jakieś załamanie pogody. Za to 17 marca wybrałem się do Gdańska (pociągiem, nie rowerem), na bike sizing w tamtejszym VeloLABie, by mój następny gravel jak najlepiej pasował do mnie.
O całym procesie wyboru i kupowania napiszę osobną notkę, gdy nakulam trochę więcej kilometrów na nowej maszynie. Może po przejechaniu 2k?

Kolejny tydzień to dwie jazdy w okolicy 40 kilometrów, pierwsza jeszcze ze starym komputerkiem GPS od Lezyne, druga już z nowym Coros Dura, kupionym z myślą o kilkudniowych wyjazdach na następcy wysłużonego Ridleya.
W tej chwili mam nakręcone na nim prawie 800 km i jestem bardzo zadowolony, zwłaszcza z czasu pracy na baterii. Dzięki ładowaniu ze słońca nie musiałem go podłączać do ładowarki ani razu od początkowego naładowania do 100%, a nadal ma ponad 43%. Więcej pewnie napiszę w osobnym tekście.

Później zaliczyłem jeszcze wypad na łapanie skwadratów w północno-wschodnim rogu mojego ubersquadratu, dzięki czemu powiększyłem go do rozmiaru 21×21 i w końcu „nadejszła wiekopomna chwila”, czyli przyjechał mój nowy rower, Caynon Grizl 7 w kolorze affogato, czyli kawy z lodami waniliowymi. Jak na złość akurat nie miałem czasu wybrać się na dłuższe kulanie i pierwsza jazda to tylko 36 km.

Dopiero kilka dni później, ostatniego dnia marca, mogłem wyskoczyć na kolejne zbieranie skwadratów, tym razem w północno-zachodnim rogu. 95 kilometrów, w części po lasach i polach, pokazało mi, że dobrze wybrałem, bo jechało się świetnie.



– –
Podsumowanie
W sumie w ciągu pierwszego kwartału 2026 zaliczyłem tylko 11 wypadów na zakupy (łącznie ok. 120 kilometrów) i 12 dla frajdy (610 km). W porównaniu z tym samym okresem 2025 zrobiłem o 44 kilometry więcej, więc mogło być gorzej.
W czasie pisania tego tekstu już wiem, że w kwietniu nie uda mi się zachować tej tendencji, głównie przez pracę, ale mam tak wielką frajdę z jazdy na nowym rowerze, że każda minuta spędzona na Gryzelku liczy się podwójnie.

Dodaj komentarz