Miniony rok rozkręcał się bardzo powoli. Byłem świeżo po mocnym grudniu 2024, gdy zrobiłem ponad 800 kilometrów, głównie dzięki udziałowi w wyzwaniu Festive 500, polegającym na przejechaniu pięciuset kilometrów od Wigilii do Sylwestra. W styczniu więc odpoczywałem, wsiadając na rower wyłącznie, by pojechać do MiasteczkaObok na zakupy.
W lutym udało się dwa razy wyskoczyć na Małą Pętlę Notecką, ale poza tym zajmowałem się głównie zawożeniem roweru do serwisu, najpierw na przegląd, z potem z kolejnymi reklamacjami. W rezultacie nie pojeździłem za dużo, a na dodatek rozstałem się z warsztatem, do którego woziłem wszystkie swoje rowery od dekady.
W marcu zabrałem się za odrabianie zaległości i od tego czasu miesięczne dystanse przewyższały te sprzed roku. Wszystko szło świetnie i zapowiadało się, że mimo słabego początku poprawię zeszłoroczny wynik – liczyłem nawet na przekroczenie progu ośmiu tysięcy. Niestety, pod koniec sierpnia powrócił ból kolan, który zniweczył mi rowerowe plany w 2017 i „skończyło się rumakowanie”. Po zastrzykach z osocza cały wrzesień nie ruszałem roweru i ostrożnie wróciłem do jazdy dopiero w październiku i powoli kulałem się już do końca roku.

Moje pierwsze zdjęcie z trasy w 2025 pochodzi z szóstego lutego i przedstawia idealnie czysty rower, świeżo po jednej z wizyt w serwisie. Ostatnie to brudna klamkomanetka uszkodzona w czasie porządnej gleby na oblodzonej leśnej drodze 29 grudnia.


To niezła klamra dla minionego roku.
– –
Lista przebojów
- Najdłuższa trasa: ponad 220 kilometrów do Poznania na ramen i podziwianie tamtejszej infrastruktury rowerowej w czerwcu.
- Najbardziej satysfakcjonująca trasa: wyczekiwany od kilku lat przejazd Starym Kolejowym Szlakiem z Kołobrzegu do Piły w sierpniu.
- Największe osiągnięcie: zrzucenie 14 kilogramów od kwietnia.


– –
Koszty
2025 niestety nie był tanim rokiem. Poza zwykłym utrzymaniem roweru w stanie pozwalającym na jazdę kupiłem też trochę części i ciuchów rowerowych. Gdy teraz siadłem do podsumowania, złapałem się za głowę, gdy zobaczyłem, ile wydałem przez ten czas.
Na początku sezonu mój gravel Ridleya zaliczył centrowanie kół, regulację napędu, wymianę kasety, łańcucha i klocków hamulcowych, a jesienią musiałem ponownie założyć nowy łańcuch. Poza tym wymieniłem owijkę na taśmę BT Gravel z Ergonu o grubości 3 milimetrów. Kapitalnie się ją trzyma i amortyzuje lepiej, niż jej poprzedniczka. Razem z owijką (afair 120 zł) i resztą części serwisowanie kosztowało mnie około 1000 złotych.
Prawie zapomniałem, że kupiłem też nowe pedały – zajechane przez dziesięć lat pracy PD-M520 zastąpiłem nowymi PD-M8120 (360 zł), ale nie jestem do końca zadowolony z tej zmiany. Powinienem był kupić kolejne M520 i zaoszczędzić ponad dwie setki.
Z tej samej firmy co owijkę, mam też nowe siodełko, model SR Allroad (290 zł). Chyba dobrze trafiłem, bo jest wyraźnie bardziej wygodne od poprzedniego. Siodło sprawdza się zwłaszcza z kupionymi w tym roku spodenkami Van Rysel EDR, które okazały się tak wygodne, że gdy trafiła się promka, kupiłem drugie (240 i 215 zł).


Spodenki to nie jedyne ciuchy, które kupiłem. Poza tym doszły mi dwie cieplejsze bluzy base layer z długim rękawem Van Rysel Racer 2 (razem 260 złotych), zimowe spodnie Van Rysel Racer (255 zł) i kompaktowa wiatrówka Van Rysel Racer Ultralight (140 zł) w miejsce takiej samej, rozdartej gdzieś w lesie na gałęzi.
Jak już wymieniam zakupy z Decathlonu, to kupiłem tam też super lekką (50 g!) kuchenkę Forclaz MT900 i tytanowy kubek do gotowania wody (razem 290 złotych), by móc zalewać liofilizaty i zjeść porządny obiad w czasie dłuższego jeżdżenia po lasach. Sprawdzają się świetnie.

Disclaimer: Decathlon mnie nie sponsoruje, po prostu nie stać mnie na kupowanie rzeczy bardziej lansiarskich brandów. A jeżeli ktoś z Deca tu trafił i chce nawiązać współpracę, to zapraszam, akurat szukam nowego roweru xD
Zmieniłem też zajeżdżone opony, zostając przy tym samym modelu Continental Terra Speed, ale tym razem w wersji całkowicie czarnej (345 złotych za dwie sztuki). Do pracy i trwałości samych gum nie miałem żadnych zastrzeżeń, wkurzało mnie tylko to, jak brudzą się ich jasne, brązowe boki.
A pod koniec roku dorobiłem się w końcu porządnych butów zimowych, Shimano MW702, zamiast dotychczasowego kombinowania z owijkami na letnim obuwiu (795 złotych).
Mój ponadtrzydziestoletni trekking, którym jeżdżę na zakupy, też coś dostał. Kupiłem mu nowe opony Schwalbe Smart Sam (140 zł za parę) i przedłużyłem błotniki dopinając odpowiednie Ass Savery (67 zł za obie przedłużki).


Razem wychodzi około 4400 złotych, ponad 365 na miesiąc. A to bez doliczenia jedzenia i picia wciąganego w czasie jazd oraz biletów kolejowych na przewóz roweru. Nie ma to jak mieć hobby, cholera jasna.
Pocieszają mnie dwie rzeczy. Po pierwsze, większość tych wydatków (jakieś ⅔) będzie pracować całe lata (ubrania, buty, pedały, siodło i kuchenka), a tylko część to bieżące utrzymanie roweru, czyli serwis, łańcuch, kaseta i opony. Po drugie, to tylko pół paczki papierosów dziennie, czyli mógłbym mieć bardziej niezdrowy i droższy nałóg.
– –
Statystyki
W 2025 zarejestrowałem w sumie 174 aktywności o łącznej długości 6421 kilometrów (dziewięć setek mniej niż 2024), które zajęły mi razem 310 godzin i 5 minut, co oznacza, że spędziłem na rowerach prawie 13 dni – o dwie doby mniej niż przed rokiem.
W przeciwieństwie do zeszłego roku, gdy większość zarejestrowanych przejazdów była wyjazdami na zakupy itp., w tym roku większość to jazdy dla frajdy. Ich stosunek to 75 do 99. Różnica między dystansami jest jeszcze większa, 786 kilometrów na zakupy, 5635 dla frajdy.

Tak jak przed rokiem, najdłuższy dystans wykręciłem w czerwcu, gdy przekroczyłem próg 1100 kilometrów – to najlepszy wynik od ośmiu lat. Najgorzej oczywiście wypadł wrzesień, gdy nie jeździłem wcale.

Moje średnie tempo jazd dla frajdy w tym roku nieźle skakało. Zaczęło się poniżej 20 km/h, stopniowo rosło, by w maju i czerwcu zbliżyć się do 24 km/h (wyżej niż w najlepszym miesiącu 2024), a potem ostro spadło do niecałych 18 km/h w październiku, gdy ostrożnie wracałem na rower, po czym odrobinę podskoczyło do okolic 20 km/h.

Średnią długość jazdy miałem wyraźnie krótszą niż rok wcześniej, gdy w 9 miesiącach przekraczała 60 kilometrów. Tym razem miałem tylko trzy takie miesiące (kwiecień, czerwiec i sierpień), a w trzech kolejnych średnia była wyższa niż 50 km (marzec, maj i lipiec).

To wynik mojej decyzji o zwiększeniu ilości krótkich i częstszych treningów, głównie by wspomóc odchudzanie. Około 58% jazd było krótszych niż 50 kilometrów, podczas gdy przed rokiem było to niecałe 44%.

Zaskoczyło mnie trochę, że tak mało jazd miało między 75 a 100 kilometrów, bo zakładałem, że liczby tras w kolejnych progach będą się kolejno zmniejszać. Najwyraźniej to dystans, który mi nie pasuje, albo zakładam, że skoro mam jechać powyżej 75, to równie dobrze mogę zrobić setkę.
– –
Mapa
Na mapie najbardziej rzuca się w oczy Stary Kolejowy Szlak z Kołobrzegu do Piły, a ten oderwany od reszty tras szlaczek w okolicy Chojnic, to przejazd dwiema trasami Kaszubskiej Marszruty.

Przy tworzeniu heatmapy skorzystałem z Strava Multiple Ride Mapper Jonathana O’Keeffe.
– –
Squadrats
W 2025 powiększyłem mój übersquadrat (największy kwadrat ułożony z odwiedzonych squadratów) z 17×17 do 20×20, głównie dzięki trzem nastawionym na kwadratowanie wyjazdom w marcu i kwietniu.
Liczba odwiedzonych kwadratów wzrosła o 323, do czego najbardziej przyczyniły się długie wyjazdy: Kaszubska Marszruta (+69) i Stary Kolejowy Szlak (+145).

Muszę przyznać, że po tym, jak na początku roku skupiłem się na powiększaniu übersquadratu, to później kwadraty zupełnie wypadły mi z głowy i nie pojechałem dwóch zaplanowanych tras, dzięki którym przeskoczyłbym do 22×22. Może w tym roku to nadrobię.
– –
Porównanie z całością „kariery”
Chociaż w porównaniu z poprzednim rok 2025 wypadł gorzej, to ogólnie jest krokiem w dobrą stronę. Całoroczny dystans jest moim czwartym najlepszym wynikiem (po kolejno 2016, 2024 i 2017).

Pod względem ilości jazd miniony rok uplasował się na trzecim miejscu (po 2016 i 2024). Tym razem nie podskoczyłem wyżej dzięki wyjazdom na zakupy, bo po ich odliczeniu okazuje się, że licząc wyłącznie jazdy dla frajdy, 2025 nadal łapie się na podium (po 2016 i 2017).

Średnia prędkość jazd dla frajdy tym razem lekko opadła (z 21,8 km/h w 2024 do 21,3 km/h), zamiast nadrabiać straty do rekordowych lat z początków mojego rowerowania, gdy sięgała nawet 27 km/h. Wiek i kontuzje robią swoje i już jakiś czas temu pogodziłem się z tym, że „lepiej już było”.

Średni dystans wyraźnie spadł, co mnie bardzo cieszy, bo zeszłoroczny znaczny przyrost trochę mnie zaniepokoił i wydawał się niezdrowy. Szkoda, że to i tak nie powstrzymało powrotu bólu kolan. Może powinienem zjechać jeszcze niżej, poniżej 50 km?

Jeżeli ktoś jest ciekaw, jak udało mi się obrobić dane, żeby stworzyć te statystyki i wykresy, to gorąco polecam mój ulubiony serwis do rejestrowania i planowania aktywności, czyli Ride with GPS. Można z niego bardzo prosto pobrać plik CSV z wszystkimi zarejestrowanymi jazdami, a późniejsza obróbka w arkuszu kalkulacyjnym jest już banalna.
– –
Plany
Rok temu planowałem ostrożniejsze jeżdżenie, żeby zapobiec problemom ze zdrowiem. Najwyraźniej i tak byłem zbyt beztroski, więc w 2026 powinienem jeszcze bardziej uważać. To główny powód, dla którego nie mam żadnych konkretnych planów na dłuższe trasy. Skoro ciągle nie wiem, w jakiej formie będą moje nogi, to nie mam co rysować śladów na mapie.
To, co chciałbym zrobić na pewno, to sesja bike fittingu, a raczej bike sizingu, dzięki której chciałbym dokładnie wiedzieć jakiej wielkości rower powinienem kupić i jaką ustawić na nim geometrię przez dopasowanie wysokości siodła, długości mostka, ramion korby, szerokości kierownicy itp. Odkładam fundusze i czaję się na następną maszynę już jakiś czas i chciałbym, żeby była jak najbardziej do mnie dopasowana.
Muszę zacząć się rozglądać za jakimiś dobrymi fitterami, najlepiej takimi z doświadczeniem w temacie fizjoterapii, żeby potrafili wziąć pod uwagę moje trefne nogi. Z tego, co zdążyłem się zorientować, w Bydgoszczy nie ma nikogo takiego, może w Poznaniu albo Trójmieście?
Na razie uzupełniam i studiuję arkusz, w którym wypisuję sobie potencjalne nowe rowery, razem z danymi na temat ceny, materiału ramy, napędów, zakresów przełożeń, kół i maksymalnej szerokości opon.

Rzuciło mi sie w oczy kilku faworytów, ale nic konkretnego jeszcze nie wybrałem. Jedno jest pewne – jeżeli uda mi się w tym roku kupić rower, to sekcja „Koszty” w następnym rocznym podsumowaniu będzie jeszcze bardziej brutalna.
Mam tylko nadzieję, że nie okaże się, że zamiast cieszyć się nowym rowerem, będę dochodził do siebie po artroskopii…

Dodaj komentarz