Rowerowy rok 2025

Obrazek wyróżniający wpisu podsumowującego rok 2025. Każda z ćwiartek to inna grafika. Lewy górny róg to zdjęcie mojego ciemnoniebieskiego roweru szutrowego ze sporą torbą pod siodłem, opartego o drewniane. ogrodzenie leśnego parkingu. Prawy górny to niebieski wykres z zaznaczonymi jasnoniebieskimi punktami, opadającymi w dół. Lewy dolna ćwiartka to czarno-białe zdjęcie rentgenowskie moich kolan, a prawy dolny róg zajmuje zdjęcie moich nóg w jaskraworóżowych podkolanówkach i pomarańczowo-czarnych butach opartych o ramę roweru a w tle widać jezioro. Na to wszystko nałożyłem zielony pasek z białym napisem „Podsumowanie roku”

Miniony rok rozkręcał się bardzo powoli. Byłem świeżo po mocnym grudniu 2024, gdy zrobiłem ponad 800 kilometrów, głównie dzięki udziałowi w wyzwaniu Festive 500, polegającym na przejechaniu pięciuset kilometrów od Wigilii do Sylwestra. W styczniu więc odpoczywałem, wsiadając na rower wyłącznie, by pojechać do MiasteczkaObok na zakupy.

W lutym udało się dwa razy wyskoczyć na Małą Pętlę Notecką, ale poza tym zajmowałem się głównie zawożeniem roweru do serwisu, najpierw na przegląd, z potem z kolejnymi reklamacjami. W rezultacie nie pojeździłem za dużo, a na dodatek rozstałem się z warsztatem, do którego woziłem wszystkie swoje rowery od dekady.

W marcu zabrałem się za odrabianie zaległości i od tego czasu miesięczne dystanse przewyższały te sprzed roku. Wszystko szło świetnie i zapowiadało się, że mimo słabego początku poprawię zeszłoroczny wynik – liczyłem nawet na przekroczenie progu ośmiu tysięcy. Niestety, pod koniec sierpnia powrócił ból kolan, który zniweczył mi rowerowe plany w 2017 i „skończyło się rumakowanie”. Po zastrzykach z osocza cały wrzesień nie ruszałem roweru i ostrożnie wróciłem do jazdy dopiero w październiku i powoli kulałem się już do końca roku.

Wykres porównujący zaznaczone na pomarańczowo miesięczne dystanse w 2025 z ciemnoniebieskimi odpowiednikami w 2024. W pierwszych dwóch miesiącach 2024 prowadzi, następne sześć lepiej wypada w 2025, we wrześniu brak słupka dla 2025, a ostatnie trzy miesiące to wyraźnie wyższe słupki z 2024.

Moje pierwsze zdjęcie z trasy w 2025 pochodzi z szóstego lutego i przedstawia idealnie czysty rower, świeżo po jednej z wizyt w serwisie. Ostatnie to brudna klamkomanetka uszkodzona w czasie porządnej gleby na oblodzonej leśnej drodze 29 grudnia.

To niezła klamra dla minionego roku.

Uproszczona ikonka roweru zwróconego w prawo.

Lista przebojów

  • Najdłuższa trasa: ponad 220 kilometrów do Poznania na ramen i podziwianie tamtejszej infrastruktury rowerowej w czerwcu.
  • Najbardziej satysfakcjonująca trasa: wyczekiwany od kilku lat przejazd Starym Kolejowym Szlakiem z Kołobrzegu do Piły w sierpniu.
  • Największe osiągnięcie: zrzucenie 14 kilogramów od kwietnia.

Uproszczona ikonka roweru zwróconego w prawo.

Koszty

2025 niestety nie był tanim rokiem. Poza zwykłym utrzymaniem roweru w stanie pozwalającym na jazdę kupiłem też trochę części i ciuchów rowerowych. Gdy teraz siadłem do podsumowania, złapałem się za głowę, gdy zobaczyłem, ile wydałem przez ten czas.

Na początku sezonu mój gravel Ridleya zaliczył centrowanie kół, regulację napędu, wymianę kasety, łańcucha i klocków hamulcowych, a jesienią musiałem ponownie założyć nowy łańcuch. Poza tym wymieniłem owijkę na taśmę BT Gravel z Ergonu o grubości 3 milimetrów. Kapitalnie się ją trzyma i amortyzuje lepiej, niż jej poprzedniczka. Razem z owijką (afair 120 zł) i resztą części serwisowanie kosztowało mnie około 1000 złotych.

Prawie zapomniałem, że kupiłem też nowe pedały – zajechane przez dziesięć lat pracy PD-M520 zastąpiłem nowymi PD-M8120 (360 zł), ale nie jestem do końca zadowolony z tej zmiany. Powinienem był kupić kolejne M520 i zaoszczędzić ponad dwie setki.

Z tej samej firmy co owijkę, mam też nowe siodełko, model SR Allroad (290 zł). Chyba dobrze trafiłem, bo jest wyraźnie bardziej wygodne od poprzedniego. Siodło sprawdza się zwłaszcza z kupionymi w tym roku spodenkami Van Rysel EDR, które okazały się tak wygodne, że gdy trafiła się promka, kupiłem drugie (240 i 215 zł).

Spodenki to nie jedyne ciuchy, które kupiłem. Poza tym doszły mi dwie cieplejsze bluzy base layer z długim rękawem Van Rysel Racer 2 (razem 260 złotych), zimowe spodnie Van Rysel Racer (255 zł) i kompaktowa wiatrówka Van Rysel Racer Ultralight (140 zł) w miejsce takiej samej, rozdartej gdzieś w lesie na gałęzi.

Jak już wymieniam zakupy z Decathlonu, to kupiłem tam też super lekką (50 g!) kuchenkę Forclaz MT900 i tytanowy kubek do gotowania wody (razem 290 złotych), by móc zalewać liofilizaty i zjeść porządny obiad w czasie dłuższego jeżdżenia po lasach. Sprawdzają się świetnie.

Kuchenka przy pracy

Disclaimer: Decathlon mnie nie sponsoruje, po prostu nie stać mnie na kupowanie rzeczy bardziej lansiarskich brandów. A jeżeli ktoś z Deca tu trafił i chce nawiązać współpracę, to zapraszam, akurat szukam nowego roweru xD

Zmieniłem też zajeżdżone opony, zostając przy tym samym modelu Continental Terra Speed, ale tym razem w wersji całkowicie czarnej (345 złotych za dwie sztuki). Do pracy i trwałości samych gum nie miałem żadnych zastrzeżeń, wkurzało mnie tylko to, jak brudzą się ich jasne, brązowe boki.

A pod koniec roku dorobiłem się w końcu porządnych butów zimowych, Shimano MW702, zamiast dotychczasowego kombinowania z owijkami na letnim obuwiu (795 złotych).

Mój ponadtrzydziestoletni trekking, którym jeżdżę na zakupy, też coś dostał. Kupiłem mu nowe opony Schwalbe Smart Sam (140 zł za parę) i przedłużyłem błotniki dopinając odpowiednie Ass Savery (67 zł za obie przedłużki).

Razem wychodzi około 4400 złotych, ponad 365 na miesiąc. A to bez doliczenia jedzenia i picia wciąganego w czasie jazd oraz biletów kolejowych na przewóz roweru. Nie ma to jak mieć hobby, cholera jasna.

Pocieszają mnie dwie rzeczy. Po pierwsze, większość tych wydatków (jakieś ⅔) będzie pracować całe lata (ubrania, buty, pedały, siodło i kuchenka), a tylko część to bieżące utrzymanie roweru, czyli serwis, łańcuch, kaseta i opony. Po drugie, to tylko pół paczki papierosów dziennie, czyli mógłbym mieć bardziej niezdrowy i droższy nałóg.

Uproszczona ikonka roweru zwróconego w prawo.

Statystyki

W 2025 zarejestrowałem w sumie 174 aktywności o łącznej długości 6421 kilometrów (dziewięć setek mniej niż 2024), które zajęły mi razem 310 godzin i 5 minut, co oznacza, że spędziłem na rowerach prawie 13 dni – o dwie doby mniej niż przed rokiem.

W przeciwieństwie do zeszłego roku, gdy większość zarejestrowanych przejazdów była wyjazdami na zakupy itp., w tym roku większość to jazdy dla frajdy. Ich stosunek to 75 do 99. Różnica między dystansami jest jeszcze większa, 786 kilometrów na zakupy, 5635 dla frajdy.

Wykres słupkowy ilości jazd w miesiącu. Słupki są dwukolorowe i ich fioletowa część oznacza jazdy na zakupy, zielona dla frajdy. Słupki rosną od początku roku, by osiągnąć szczyt w czerwcu i lipcu (po 25 jazd). W sierpniu jest spadek, wrzesień jest pusty, potem powolny wzrost.

Tak jak przed rokiem, najdłuższy dystans wykręciłem w czerwcu, gdy przekroczyłem próg 1100 kilometrów – to najlepszy wynik od ośmiu lat. Najgorzej oczywiście wypadł wrzesień, gdy nie jeździłem wcale.

Wykres dystansów wyjeżdżonych w miesiącu. Słupki znowu są dwukolorowe, tym razem fioletowa część oznaczająca wyjazdy na zakupy zajmuje nieznaczną część każdego słupka. Tym razem jest jeden szczytowy miesiąc – czerwiec, gdy słupek zbliża się do 1200 kilometrów.

Moje średnie tempo jazd dla frajdy w tym roku nieźle skakało. Zaczęło się poniżej 20 km/h, stopniowo rosło, by w maju i czerwcu zbliżyć się do 24 km/h (wyżej niż w najlepszym miesiącu 2024), a potem ostro spadło do niecałych 18 km/h w październiku, gdy ostrożnie wracałem na rower, po czym odrobinę podskoczyło do okolic 20 km/h.

Wykreś średnich prędkości jazd dla frajdy w kilometrach na godzinę. Słupki rosną od 18,44 w lutym, w maju (23,98) i lipcu (23,79) są najwyższe, wrzesień jest pusty, a potem prędkości są wyraźnie niższe.

Średnią długość jazdy miałem wyraźnie krótszą niż rok wcześniej, gdy w 9 miesiącach przekraczała 60 kilometrów. Tym razem miałem tylko trzy takie miesiące (kwiecień, czerwiec i sierpień), a w trzech kolejnych średnia była wyższa niż 50 km (marzec, maj i lipiec).

Wykres średniej długości jazd dla frajdy w kilometrach. Najdłuższe dystanse to kwiecień (76,21), czerwiec (72,84) i sierpień (66,44). Najniższe – październik (36,62), luty (40,93) i październik (45,1).

To wynik mojej decyzji o zwiększeniu ilości krótkich i częstszych treningów, głównie by wspomóc odchudzanie. Około 58% jazd było krótszych niż 50 kilometrów, podczas gdy przed rokiem było to niecałe 44%.

Wykres kołowy procentu jazd wg długości. Największą część, bo aż 58% zajmuje niebieskie pole oznaczające jazdy poniżej 50 kilometrów. Potem pomarańczowy wycinek 25% dla jazd 50-75, żółty 3% dla 75-100, zielony 9% dla 100-150, fioletowy 4% dla 150-200 i 1% jasnoniebieskiego wycinka dla tras powyżej 200 km.

Zaskoczyło mnie trochę, że tak mało jazd miało między 75 a 100 kilometrów, bo zakładałem, że liczby tras w kolejnych progach będą się kolejno zmniejszać. Najwyraźniej to dystans, który mi nie pasuje, albo zakładam, że skoro mam jechać powyżej 75, to równie dobrze mogę zrobić setkę.

Uproszczona ikonka roweru zwróconego w prawo.

Mapa

Na mapie najbardziej rzuca się w oczy Stary Kolejowy Szlak z Kołobrzegu do Piły, a ten oderwany od reszty tras szlaczek w okolicy Chojnic, to przejazd dwiema trasami Kaszubskiej Marszruty.

Fragment mapy Polski z nałożonymi moimi aktywnościami. Im więcej jazd odbywało się na danej trasie, tym bardziej intensywnie żółta jest. Mniej popularne trasy są zaznaczone na niebiesko. Najbardziej gorące punkty tej heatmapy to okolice Nakła nad Notecią, gdzie skupiona jest więszkośc tras z pojedynczymi odnogami do Kołobrzegu, Poznania, Żnina, Tucholi, Złotowa i Wałcza.

Przy tworzeniu heatmapy skorzystałem z Strava Multiple Ride Mapper Jonathana O’Keeffe.

Uproszczona ikonka roweru zwróconego w prawo.

Squadrats

W 2025 powiększyłem mój übersquadrat (największy kwadrat ułożony z odwiedzonych squadratów) z 17×17 do 20×20, głównie dzięki trzem nastawionym na kwadratowanie wyjazdom w marcu i kwietniu.

Liczba odwiedzonych kwadratów wzrosła o 323, do czego najbardziej przyczyniły się długie wyjazdy: Kaszubska Marszruta (+69) i Stary Kolejowy Szlak (+145).

Okno przeglądarki Librewof z mapą z serwisu Squadrats.com pokazującą kwadraty, które zdobyłem w 2025. Najwięcej nowych jest na trasach z Kołobrzegu i do Poznania.

Muszę przyznać, że po tym, jak na początku roku skupiłem się na powiększaniu übersquadratu, to później kwadraty zupełnie wypadły mi z głowy i nie pojechałem dwóch zaplanowanych tras, dzięki którym przeskoczyłbym do 22×22. Może w tym roku to nadrobię.

Uproszczona ikonka roweru zwróconego w prawo.

Porównanie z całością „kariery”

Chociaż w porównaniu z poprzednim rok 2025 wypadł gorzej, to ogólnie jest krokiem w dobrą stronę. Całoroczny dystans jest moim czwartym najlepszym wynikiem (po kolejno 2016, 2024 i 2017).

Wykres dystansów wyjeżdżonych w roku od 2015 do 2025. Najdłuższy słupek to 2016, sięgający prawie 12 tysięcy. Potem następuje ostry spadek i przez szereg lat słupki nie sięgają 4 tysięcy, który to poziom przekraczam ponownie dopiero w 2023. Słupek z 2024 jest wyższy od tego z 2025.

Pod względem ilości jazd miniony rok uplasował się na trzecim miejscu (po 2016 i 2024). Tym razem nie podskoczyłem wyżej dzięki wyjazdom na zakupy, bo po ich odliczeniu okazuje się, że licząc wyłącznie jazdy dla frajdy, 2025 nadal łapie się na podium (po 2016 i 2017).

Wykres ilości jazd w roku z bardzo podobną tendencją. Szczyt to 2016, gdy słupek zbliża się do 225 jazd. Następny, który przekracza 200 to dopiero 2023.

Średnia prędkość jazd dla frajdy tym razem lekko opadła (z 21,8 km/h w 2024 do 21,3 km/h), zamiast nadrabiać straty do rekordowych lat z początków mojego rowerowania, gdy sięgała nawet 27 km/h. Wiek i kontuzje robią swoje i już jakiś czas temu pogodziłem się z tym, że „lepiej już było”.

Wykres średniej prędkości jazdy dla frajdy w km/h od 2015 do 2025. Zaczyna się od 25 km/h wzrasta do 27,2 w 2026 i 2028, a potem spada poniżej 23 km/h. Najniższa jest w 2012 – 19,9 km/m, potem powoli rośnie do 21,8 w 2024 i spada do 21,3 w 2025.

Średni dystans wyraźnie spadł, co mnie bardzo cieszy, bo zeszłoroczny znaczny przyrost trochę mnie zaniepokoił i wydawał się niezdrowy. Szkoda, że to i tak nie powstrzymało powrotu bólu kolan. Może powinienem zjechać jeszcze niżej, poniżej 50 km?

Wykres średniego dystansu jazd dla frajdy w kilometrach. Słupki układają się w falę – rosną do 2016, opadają do 2021 do 28,7 km (ze wyłamującym się z trendu skokiem dom 45,6 w 2020) i potem znowu rosną, by osiągnąć szczyt w 2024, gdzie słupek wskazuje 68,3 km.  W 2025 jest spadek do 56,9.

Jeżeli ktoś jest ciekaw, jak udało mi się obrobić dane, żeby stworzyć te statystyki i wykresy, to gorąco polecam mój ulubiony serwis do rejestrowania i planowania aktywności, czyli Ride with GPS. Można z niego bardzo prosto pobrać plik CSV z wszystkimi zarejestrowanymi jazdami, a późniejsza obróbka w arkuszu kalkulacyjnym jest już banalna.

Uproszczona ikonka roweru zwróconego w prawo.

Plany

Rok temu planowałem ostrożniejsze jeżdżenie, żeby zapobiec problemom ze zdrowiem. Najwyraźniej i tak byłem zbyt beztroski, więc w 2026 powinienem jeszcze bardziej uważać. To główny powód, dla którego nie mam żadnych konkretnych planów na dłuższe trasy. Skoro ciągle nie wiem, w jakiej formie będą moje nogi, to nie mam co rysować śladów na mapie.

To, co chciałbym zrobić na pewno, to sesja bike fittingu, a raczej bike sizingu, dzięki której chciałbym dokładnie wiedzieć jakiej wielkości rower powinienem kupić i jaką ustawić na nim geometrię przez dopasowanie wysokości siodła, długości mostka, ramion korby, szerokości kierownicy itp. Odkładam fundusze i czaję się na następną maszynę już jakiś czas i chciałbym, żeby była jak najbardziej do mnie dopasowana.

Muszę zacząć się rozglądać za jakimiś dobrymi fitterami, najlepiej takimi z doświadczeniem w temacie fizjoterapii, żeby potrafili wziąć pod uwagę moje trefne nogi. Z tego, co zdążyłem się zorientować, w Bydgoszczy nie ma nikogo takiego, może w Poznaniu albo Trójmieście?

Na razie uzupełniam i studiuję arkusz, w którym wypisuję sobie potencjalne nowe rowery, razem z danymi na temat ceny, materiału ramy, napędów, zakresów przełożeń, kół i maksymalnej szerokości opon.

Fragment arkusza kalkulacyjnego z zebranymi danymi rowerów, nad którymi się zastanawiam. Widoczna kolumny to: napęd, przerzutki tył i przód, zakres tył i przód, hamulce, koła, opony (model, rozmiar i maksymalna szerokość) oraz obciążenie. Najlepsze pozycje w kategoriach są zaznaczone zielonym tłem, najgorsze czerwonym.

Rzuciło mi sie w oczy kilku faworytów, ale nic konkretnego jeszcze nie wybrałem. Jedno jest pewne – jeżeli uda mi się w tym roku kupić rower, to sekcja „Koszty” w następnym rocznym podsumowaniu będzie jeszcze bardziej brutalna.

Mam tylko nadzieję, że nie okaże się, że zamiast cieszyć się nowym rowerem, będę dochodził do siebie po artroskopii…

Reakcje w fediświecie:
silva rerum
silva rerum
@silvarerum@horodecki.net

„silva rerum”, czyli „las rzeczy”.
Blog Łukasza Horodeckiego o różnościach, głównie o jeżdżeniu na rowerze, bezmięsnym gotowaniu i używaniu Linuksa.

108 posts
51 followers

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *