Nowe kije

Ależ ze mnie niewdzięcznik – moja Żona podarowała mi wspaniały prezent na trzydzieste urodziny, a ja przez prawie dwa miesiące nawet nie znalazłem chwili, żeby się nim pochwalić. Wstyd! Żarliwie się kajając przystępuję do nadrobienia zaległości, zaczynając od ponownego podziękowania: dziękuję Żoneczko!

Rzeczony prezent to prawie nowy zestaw kijów golfowych Dunlop Max. Po dość dokładnych oględzinach kijów, zwłaszcza główek, mogę powiedzieć, że poprzedni właściciel zrobił nimi rundę lub dwie, a kilkoma (długie żelaza) w ogóle nie grał.

Kije golfowe Dunlop Max

Zestaw obejmuje żelaza 3-9, sand i pitching wedge, puttera oraz trzy drewna (1,3,5). Wszystkie na metalowych shaftach. Driver ma 10,5 stopnia i 420cc. Do tego oczywiście torba (z nóżkami), no i parasol. Całość kosztowała moją Żoneczkę 500 złotych.

Wózek miałem już wcześniej i to całkiem porządny, Titleist, więc mam na czym to wozić. Puttera też miałem wcześniej, więc tego z zestawu wymieniłem na mojego starego TaylorMade Nubbins.

Tak więc po raz pierwszy w mojej golfowej karierze mam kije wyraźnie młodsze ode mnie (mój pierwszy set pochodził z lat 72-74, drugi był pewnie o 10-15 lat młodszy) :) Po raz pierwszy również mam w torbie pełen zestaw woodów z pojemnym driverem na czele.

Dunlop Max

Sprzęt co prawda jest amatorski, ale ja też nie planuję zostania zawodowcem :) Gra się tym nieźle, zacząłem nawet w miarę prosto grać driverem (całkiem często mieszczę się na faiwayu :D) . Szkoda tylko, że gdy było cieplej nie miałem czasu postukać, a teraz to nie za bardzo mi się uśmiecha łażenie po polu

Acha, kije mają jeden minus – za chude gripy. Mam dość duże dłonie (rękawiczka L/XL) więc palce włażą mi w dłoń, przez co nie mogę porządnie złapać kijów. Na szczęście gripy można wymienić na grubsze. Marzą mi się Golf Pride DD2, ale jak się okaże, że kosztują za dużo (a pewnie tak będzie), to będę musiał zdecydować się na Tour Velvet tej samej firmy.

Może Ci się również spodoba