X-Men: Ostatni bastion

Byłem. Widziałem. Nie żałuję.

Pierwsze wrażenie: za krótki. Może gdyby mieli więcej czasu, to zamiast od razu przechodzić do ostatecznego zwarcia rozegrano lepiej temat „remedium” (BTW: dlaczego nie przetłumaczono „cure” jako „lekarstwo”? Przecież to znacznie lepiej oddawałoby konflikt wokół tego środka „odmutantowującego”…). Mam wrażenie, że zmarnowano ten pomysł, w zamian oferując zbyt szybki przeskok do widowiskowej rozpierduchy.

Nie zrozumcie mnie źle – film nie jest zły. W moim X-Rankingu jest na drugim miejscu, za świetną „dwójką” i jałową nieco „jedynką”, ale… No właśnie… Mógłby być lepszy. Gdyby bardziej pograć na postawach mutantów wobec „lekarstwa”, a nie poprzestać na kilku ujęciach wrzeszczącego tłumu czy niedogranym wątku Rogue, to byłoby ciekawiej. No, ale za to mamy Magneto maszerującego na czele armii mutantów.

No właśnie, mutanci, bo o to przecież chodzi, nie? :)

Nowe mutki są jak OK, zwłaszcza pierwszoplanowi. Nie spodziewałem się zobaczyć Vinniego Jonesa, ale rola Juggernauta świetnie mu pasuje (i przedłuża kreacje z filmów Ritchiego :)) Bestia też wypada jak trzeba. Gorzej z Aniołem, niepotrzebnie go wstawiali, skoro chcieli tak płytko potraktować ten wątek.

beast

Drugo- i trzecioplanowy tłum nowych mutków mi nie przeszkadzał. Czytałem kilka opinii, że przesadzono z nowymi postaciami, że jest ich za dużo, że nie można się z nimi związać przez tak krótki czas, przez co wypadają nieciekawie – ale ja się z tym nie zgadzam się. Przecież to tylko tło, oni nie są od budzenia uczuć widza, tylko od wypełniania kadrów.

Stara kadra w nowym wydaniu też jest ok – Wolverine jako przywódca ekipy wcale nie wypada sztywno w porównaniu ze starym nieobliczalnym Loganem. Mimo dwóch dużych „występów”, ma się wrażenie, że Jean Grey nie dano poszaleć, ale jak się zastanowić, to więcej czasu dla siebie dostać nie mogła. Kitty, która we wcześniejszych filmach tylko się pojawiała w tle awansuje do podstawowego składu i całkiem nieźle sobie radzi. Cyklopa jest mało (kolejny plus, nigdy gościa nie lubiłem), a reszta wypada na starym poziomie, czyli ok. No może Rogue jest pod kreską, ale od jedynki nie pokazała nic ciekawego, więc nie ma co się dziwić – jak już powiedziałem, po prostu nie dali jej szansy na zagranie. Ach, zapomniałem o rzewnej mowie Ororo. No tak, Storm też pod kreską.

Efekty specjalne – klasa, jak zawsze gdy bierze się za to Weta. Widowiskowe, jak oderwanie Golden Gate i wyważone, jak przemiany Jean/Phoenix – delikatne, bez niepotrzebnych fajerwerków. Brawa.

poster

W sumie film całkiem udany, mimo zmarnowanego potencjału. Ciekawe jak w porównaniu z nim i dwoma poprzednikami wypadną dwa spin-offy: „Wolverine” i „Magneto”.

Jeżeli ktoś lubi tego typu kino i jeszcze nie widział „Ostatniego bastionu” to biegiem do kina. I niech nie wychodzi na początku napisów – po napisach jest jeszcze jedna scena.

Może Ci się również spodoba