Sierpień zacząłem od pierwszego wypadu rowerowego z namiotem, który szczegółowo opisałem już w osobnym wpisie. Jest tam też sporo zdjęć z tras i biwaków – zapraszam.

– –
Następny tydzień to dwa krótkich wypadów na szosówce, niewiele dłuższa pętla na szutrówce i długa trasa – powrót w strony odwiedzone w czasie bikepackingu, tym razem bez namiotu. Ponad 120 kilometrów w upalny dzień zrobione po w większości nowych dla mnie drogach (51 skwadratów!) po lasach i wrzosowiskach z okazjonalnym zaglądaniem do bunkrów na dawnym niemieckim poligonie Gross Born.












Żeby móc najeździć się w tamtych okolicach odpuściłem sobie dojazd i powrót rowerem i zamiast tego dojechałem pociągiem do Płytnicy z przesiadką w Pile.
W czasie planowania trasy zastanawiałem się nad jej dłuższą wersją, ale ostatecznie zdecydowałem się nie przeciągać. Słusznie, bo droga wypadła w zdecydowanej większości (69%) poza asfaltem, często w dość trudnym terenie – leśne piachy, zarośnięte śródpolne drogi. W połączeniu z ponad 30 stopniami przez większość dnia dało mi to nieźle w kość, zwłaszcza że w końcówce musiałem nieźle zasuwać, żeby zdążyć na pociąg.
– –
W kolejnym tygodniu nie miałem czasu na treningi i dotykałem roweru tylko w czasie wyjazdów na zakupy. Zgodnie z zasadą „bez trenowania nie ma długiego rowerowania”, które sobie kiedyś wyznaczyłem, żeby zmusić się do regularnych treningów, nie powinienem w takim wypadku wybierać się na długie jeżdżenie. Pogoda była zbyt ładna, a ja po prostu musiałem wyrwać się z domu, więc pojechałem do Chodzieży, z której wracałem przez pola i lasy w okolicach Gołańczy.












Nadłożyłem w ten sposób drogi, aby przy okazji zebrać trochę skwadratów w północno-zachodnim rogu mojego übersquadratu. Kwadratów było niewiele, bo tylko 12, ale były to ostatnie, których potrzebowałem do powiększenia nadkwadratu do wielkości 28×28. A jako bonus znalazłem w polu pod Dobieszewkiem niewielki schron z 1939.
– –
Ostatni tydzień sierpnia to dwa treningi na szosie (55 i 20 km) oraz 53-kilometrowa pętelka na szutrówce – nic, o czym byłoby warto się rozpisywać bardziej.
– –
Łącznie w sierpniu zarejestrowałem 20 aktywności, w czasie których przejechałem 1008,1 km. Osiem z nich (łącznie 93,5 km) było wypadami na zakupy, cztery zaliczyłem na szosie (138,4 km), a resztę, czyli 776,2 km na moim szutrowym Gryzelku.

Sierpień był czwartym miesiącem z rzędu z przekroczonym progiem 1k kilometrów i raczej ostatnim w tym roku. Chyba przesadziłem latem z rowerowaniem i muszę nieco przyhamować, żeby nie narobić sobie kłopotów zdrowotnych podobnych do zeszłorocznych, gdy przez problem z kolanami musiałem odpuścić cały wrzesień.

Mój roczny urobek to już ponad pięć i pół tysiąca kilometrów i tym samym wyprzedzam postęp we wszystkich latach od 2017, myślę jednak, że raczej nie przegonię 2024, gdy dzięki zabawie z wyzwaniem Festive500 przekroczyłem 7k.

Dodaj komentarz