Przeglądanie
Miesiąc: Listopad 2008

Dobre anime za dwie dychy

Dobre anime za dwie dychy

Firma IDG, która sego czasu zarobiła u miłośników anime duże plusy za wydanie „Ghost in the Shell”, „Akiry” i obu serii „Stand Alone Complex”, najwyraźniej chce animaniakom znowu zrobić dobrze, bo wydaje sporą kolekcję filmów na DVD.

W skład pakietu wchodzą:

  • Millennium Actress
  • Ninja Scroll
  • Ghost in the Shell 2: Innocence
  • Cyber City Oedo
  • Sky Blue
  • Grobowiec świetlików
  • Spriggan
  • Vampire Hunter D
  • Space Firebird

A teraz najlepsze: wszystkie po 19,90! Trochę wypadłem z obiegu i większości tytułów nie kojarzę, ale wiem, że na pewno muszę kupić „Ghost in the Shell 2: Innocence” (5. grudnia) i „Grobowiec świetlików” (6. marca). Jeżeli uważacie, że inne filmy równiez są warte wydania dwóch dych, to proszę o podpowiedź w komentarzu.

Świat w obiektywie Grzesia

Świat w obiektywie Grzesia

Zamiast przykładać się do nauki mówienia, Grzesiek zdobywa kolejne dziwne umiejętności. Dzisiaj nauczył się robić zdjęcia naszą cyfrówką:

(BTW: takie właśnie dupiate zdjęcia wychodzą w SE W910i)

Jak widać na zdjęciu przejęty był strasznie :) Natrzaskał ze trzydzieści fotek, na większości z nich nie ma nic, bo miał problemy ze zgraniem celowania w obiekt i szukania palcem spustu. Na szczęści kilka zdjęć nie dość, że cokolwiek przedstawia, to jeszcze jest w miarę ostrych, więc mogę jako pękający z dumy ojciec wrzucić tu owoce grzesiowej pracy.

Oto dzisiejszy samochód dnia (czyli auto, które danego dnia jest najbardziej męczone):

Nasz kot (a raczej nasza kota):

Zabawki:

No i dumny ojciec:

da.killa 2.0 – changelog i fotki

da.killa 2.0 – changelog i fotki

Pora na kolejny grzesiowy changelog!

Co słychać u Małego? Jeszcze bardziej rozrabia i dokazuje. Fantazję ma bujną bo łże jak najęty i wymyśla swoje wersje zdarzeń. To spore osiągnięcie jak na dzieciaka, którego słownik ma jakieś dziesięć wyrazów. No właśnie, mówienie… to achillesowa pięta Grzesia, nie może się przełamać by zacząć mówić coś więcej niż „mama”, „tata”, „baba”, „pić” czy „mniam”. Owszem, próbuje i idzie mu coraz lepiej, nawet można trochę z nim porozmawiać, ale z gadaniem jest w plecy.

W plecy nie jest za to z czytaniem – uwielbia książki i już ma ich więcej niż ja na początku podstawówki. Przegląda je sam, albo odpytuje nas z tego co jest na obrazkach (nic dziwnego, dziecko nauczycielki). Oczywiście czasem też życzy sobie czytania bajek.

Całe szczęście że lubi książki, bo jego parcie na oglądanie bajek w TV byłoby niepokojące. Ograniczamy mu je ile się da, ale walka o to jest czasem ciężka. Aktualnym przebojem są „Opowieści mamy Mirabelle” na Minimini (przy okazji polecam ten serial, bo to produkcja National Geographic, z której dzieciaki mogą się sporo dowiedzieć o zwierzakach i wysłuchać przemycanych morałów :p). Od dłuższego czasu na topie utrzymują się Filemon z Bonifacym, dzięki płytom z przygodami których Mały uczy się intensywnie obsługi odtwarzaczy DVD :)

Gra w golfa mu trochę przeszła, chociaż nadal lubi wziąć swój kij i trochę postukać w piłeczki. Częściej jednak wybiera przerzucanie piasku wielką łopatą (mamy taki fajny pełnowymiarowy a zarazem leciutki sprzęt), jeżdżenie po okolicy taczką i rozmaitymi traktorami, przyczepami itp.

Gdy akurat nie prowadzi prac rolnych lub budowlanych i nie gra w golfa, lubi porysować patykiem po podwórzu. Mnie też do tego zmusza i bardzo często nasze podwórko jest przystrojone kilkumetrowymi kotami czy owcami. Rysowanie sprawia mu frajdę nie tylko w dużej skali, właściwie codziennie spędzamy sporo czasu na bazgraniu pisakami. Ostatnio uczę go rysować buzię i idzie mu coraz lepiej, na tyle dobrze, że daje się zidentyfikować rysunek bez jego podpowiedzi :) Poza tym świetnie idzie mu rysowanie węży (długi bazgroł z kulką na jednym końcu) i kół od traktorów (o dziwo wyglądają jak koła, czasem nawet ze śrubami!).

No właśnie, traktory. Próbowaliśmy z Żoną niedawno policzyć ile ich ma w naszym domu i u dziadków – wyszło kilkanaście sztuk, ale na pewno jakieś pominęliśmy. Po dodaniu kombajnów czy przyczep okazuje się, że mógłby wyposażyć niezłe kółko rolnicze. Powoli przestają się mieścić i myślimy o wprowadzeniu szlabanu na nowe zabawki lub ustaleniu zasady, że za każdą nową wylatuje jedna stara.

No dobra, dosyć tego ględzenia. Dla tych, którzy dotrwali do tego miejsca mały bonusowa galeryjka – cztery fotki da.killi 2.0.

Pozdrowienia od Grzesia!

W910i – mój nowy telefon

W910i – mój nowy telefon

Gdy cztery lata temu zmieniłem telefon komórkowy na T630 wiedziałem, że zostanę wierny marce Sony Ericssson na długo. T630 po dwóch latach zastąpił K750, przerobiony później na W800i. Po przeróbce wiedziałem, że następny telefon również będzie ze stajni SE i na pewno będzie to któryś z modeli Wxxx, czyli z linii Walkman.

Dwuletnia umowa z Erą właśnie się skończyła, przyszła więc pora na zmianę telefonu. Po okrojeniu listy dostępnych aparatów do SE z serii Wxxx zostały mi raptem ze trzy modele, wybór więc był dość prosty – W910i. Telefon przyjechał do mnie jakieś dwa tygodnie temu, zdążyłem go trochę poużywać i przyszła pora na krótką recenzję.

To co najpierw przyciągnęło mnie do tego modelu w czasie wybierania, to wygląd. To typowy SE – prosty, elegancki i nowoczesny design, bez wieśniactwa w stylu wiejskiego tuningu czy innego bloatu.

Duży wyświetlacz to powód, dla którego zdecydowałem się na telefon typu slider. W W910i jest spory, daje ostry obraz i świetne kolory. Przeglądanie WWW i czytanie poczty w komórce wreszcie stało się wygodnie i nie przypomina zaglądania przez dziurkę od klucza.

Jak o internecie mowa, to muszę dorzucić kolejną pochwałę – obsługa szybkiego dostępu do sieci bardzo ułatwia życie i niesamowicie zaoszczędza czas. Bebechy telefonu są wyraźnie mocniejsze od tych z K750i, bo soft z Operą Mini i Gmailem na czele, śmiga wyraźnie szybciej.

Sprawniej działa też kluczowa aplikacja z W910i, czyli odtwarzacz muzyki. Nie tylko pracuje, ale i wygląda lepiej, no i jest wygodniejszy w obsłudze niż ten z W800i. Niestety ma dokładnie ten sam feler – problemy z czytaniem niektórych tagów w plikach mp3. Nie wiem na czym to dokładnie polega, czy to kwesta którejś wersji tagów, za długich wpisów, kodowania znaków czy co tam jeszcze może być winne, ale w wielu przypadkach odtwarzacz wyświetla tylko część tytułu czy autora. Nie jest to szczególnie upierdliwe, ale w telefonie ze znaczkiem „Walkman” takie coś nie powinno się zdarzać, tym bardziej, że na tę samą przypadłość cierpiały starsze modele.

Dźwięk jest niezły, jego jakość nie daje powodów do narzekania. Tak samo jak dołączone słuchawki. Co prawda to te paskudztwa głęboko wsadzane do uszu (nie przepadam za tym rozwiązaniem), ale grają przyzwoicie. Oczywiście moje poprzednie, zewnętrzne słuchawki pasują do nowego telefonu i dają jeszcze większą frajdę ze słuchania, tym bardziej, że SE się nie postarał i słuchawki przychodzące z telefonem nie mają pilota na kablu. Za to dali trzy różne zestawy gumek, tak więc można dopasować słuchawki do uszu.

W większości przypadków używam słuchawek, a nie wbudowanego głośnika, ale muszę przyznać minus za trzymanie się pomysłu z jednym głośnikiem – kurcze, SE, jak robicie telefon-walkman, to wypadałoby wsadzić tam dwa głośniki, co?

Wsadzenie do telefonu gigabajtowej karty pamięci, to zdecydowanie dobry ruch ze strony producenta. Co prawda i tak pewnie ją zmienię na cztery razy większą, ale na początek wystarcza.

Pomysł z dodatkowymi przyciskami po lewej stronie wyświetlacza (przy poziomym położeniu) jest świetny, przetestowałem je w preinstalowanej na W910i grze V-Rally 3D. Prawdę powiedziawszy to pierwsza samochodówka, przy której dobrze się bawiłem od czasu Lotusa, czyli jakieś 15 lat (młodsi czytelnicy „silva rerum” pewnie nie kojarzą tytułu :D).

Kolejnym fajnym bajerem jest ustrojstwo mierzące poziom światła, decydujące o tym czy klawisze trzeba podświetlić, czy jest na tyle jasno, że byłoby to marnowanie prądu.

Ficzerem, który bardzo przypadł mi do gustu są rozbudowane alarmy. W poprzednim telefonie miałem możliwość ustawienie jednego powtarzalnego alarmu i jednego jednorazowego. Tu do dyspozycji mam pięć pozycji z dużą możliwością konfiguracji.

Bajerem czysto bajeranckim, do używania którego jeszcze nie zdążyłem się przekonać jest możliwość zmiany odtwarzanego utworu przez potrząsanie telefonem, pewnie przez to, że zazwyczaj słucham muzyki albumami, bez przeskakiwania piosenek.

Ciekaw jestem jak będzie się przez te dwa lata sprawował mechanizm slidera. W tej chwili rozsuwanie i zsuwanie działa bardzo fajnie, z dobrze dobranym oporem. Jeżeli wytrzyma do końca umowy bez problemów, to następny telefon też będę chciał tego typu, bo brak konieczności odblokowywania klawiszy czy odbieranie/kończenie rozmowy bez szukania przycisku okazało się jeszcze wygodniejsze niż się spodziewałem.

Polałem miodu, pora na minusy. Właściwie to znalazłem jeden – aparat fotograficzny. Decydując się na telefon muzyczny spodziewałem się, że aparat zostanie potraktowany po macoszemu, ale nie przewidywałęm, że będzie aż tak słaby. Brak lampy błyskowej to jedno, ale kiepskie odwzorowanie kolorów i bardzo ciemny obraz powodują, że właściwie nie ma mowy o robieniu zdjęć w innych warunkach niż pełne słońce. Pomysł z umieszczenie obiektywu na obudowie, gdy można było go wsadzić na tył wysuwanej części z wyświetlaczem, tak by uchronić szkód przed porysowaniem to kolejna wtopa.

Jak na ironię aplikacja do przeglądania zdjęć jest wygodna i dopracowana. Wykorzystuje czujniki położenia telefonu do obracania zdjęć, ma kilka efekciarskich trybów pokazu slajdów, pozwala na tagowanie i parę innych bajerów.

Podsumowując: W910i to elegancki telefon, z dużym i ostrym wyświetlaczem, szybkim internetem, niezłymi bebechami i wygodnym odtwarzaczem muzyki, czyli spełnia całkowicie moje oczekiwania. Jedynym rozczarowaniem jest kiepski aparat fotograficzny, na co byłem przygotowany, choć nie do końca. Przyznaję z przyjemnością, że jestem zadowolony z zakupu i po raz kolejny upewniłem się, że SE to nadal moja ulubiona firma z branży komórkowej.