Dzisiaj krótki wpis – przedstawiam mój własny wymysł, po który sięgam, gdy zostanie mi dynia piżmowa po robieniu wegańskiej „carbonary”. Zazwyczaj piekę od razu całą dynię, wykorzystuję, ile trzeba do sosu do makaronu, a resztę przerabiam na mus.
Zaczynam od pocięcia dyni na połówki wzdłuż, a potem znowu i znowu, aż będę miał osiem w miarę równych części. Usuwam nasiona razem z resztą farfocli, a potem obieram dynię.
Smaruję delikatnie oliwą, układam na blasze i piekę w piekarniku nagrzanym do 180°C przez około 45 minut. Czas pieczenia zależy od wielkości kawałków, więc warto zacząć sprawdzać wcześniej, nakłuwając dynie widelcem. Pamiętajcie, żeby zaczekać, aż widelec będzie wchodził naprawdę bez oporu i odczucia wbijania we włókna, ale zanim brzegi dyni zaczną się przypalać.

Dynię odstawiam do ostygnięcia, potem dzielę widelcem na kawałki, wrzucam do wysokiej miski i miksuję z mlekiem owsianym (oczywiście możecie użyć dowolnego) dolewając go po trochu, aż do uzyskania pożądanej konsystencji, po czym słodzę. Wybór słodzika zależy od was, ja najczęściej używam erytrytolu, żeby mus miał jak najmniej kalorii. Pieczona dynia kapitalnie komponuje się zarówno z syropem klonowym jak i cukrem trzcinowym, ale oczywiście w takiej wersji mniej nadaje się dla osób na diecie.
Gotowy mus zaskakująco mało przypomina w smaku dynię i jego pochodzenia zdradza tylko lekki warzywny zapach, który można zamaskować np. cynamonem. Do tego wystarczy dorzucić garść suszonych owoców (ja lubię morwę i miechunkę) i sycące śniadanie gotowe.

Inny pomysł to dosypanie ulubionej granoli, jeżeli nie przeszkadza wam jedzenie jej twardej. Ja lubię ten kontrast między czymś chrupiącym a delikatnym musem.

A na koniec luksusowa wersja deserowa. Mieszamy mus z ciemnym, niesłodzonym kakao (na miskę musu wystarcza łyżka, może półtorej) i otrzymujemy gęsty, niemalże czekoladowy krem. Na wierzch lubię położyć plastry banana, a gdy czuję, że mogę sobie pofolgować, to polewam je dodatkowo odrobiną syropu klonowego.

Jedna średniej wielkości dynia piżmowa spokojnie wystarczy wam nie tylko na te trzy wersje, które pokazałem, ale też i na poeksperymentowanie z własnymi pomysłami. Smacznego!

Dodaj komentarz