Trip the Light Fantastic

Jeżeli macie jeszcze w portfelu pieniądze, które zaoszczędziliście na nie kupowaniu płyty „L-Dópy”, to mam dzisiaj dla was muzyczną propozycję zagospodarowania tej kasy.

Elvis nie wypełnia mojej playlisty w stu procentach i przyznaję bez bicia, że lubię czasem posłuchać fajnego popu, najlepiej śpiewanego przez jakąś przyjemną w wyglądzie panienkę. Jestem wzrokowcem i dość często zdarza się, że lubię piosenki tylko za teledyski lub przez częste oglądanie klipu zaczyna podobać się też i piosenka.

Moja słabość do Sophie Ellis-Bextor też zaczęła się od klipu, ale że piosenka sama w sobie była niezła, to tym razem nie miałem problemu z rozdwojeniem jaźni. Utwór od którego się wszystko zaczęło, to hicior sprzed lat – „Groovejet (If This Ain’t Love)”, który to podrasował włoski DJ, niejaki Spiller.

Później wyszła świetna płyta „Read My Lips”, z której sypnęły się single z kolejnymi przyciągającymi oczy teledyskami – „Get Over You”, „Take Me Home”, „Music Gets the Best of Me” czy „Murder on the Dancefloor”. W każdym z nich to za co cenię Sophie – bardzo dobrze zrobiony pop sięgający po disco i elektronikę z lat 80-tych. Pewnie gdybym był tańczący pewnie bym wywijał przy nich na parkiecie, ale tak się pokiwam na krześle i jest fajnie :)

Druga płyta, „Shoot from the Hip”, mnie rozczarowała. Dwa przyzwoite utwory („I Won’t Change You” i „Mixed Up World”) to zdecydowanie za mało na cały album.

Trip the Light Fantastic

Gdy dowiedziałem się, że Sophie wydała trzecią płytę nie wiedziałem czego się spodziewać. Ściągnąłem „wersję demo”, przesłuchałem dwa razy i skoczyłem na Merlina zamówić płytkę. I tu spotkało mnie kolejne miłe zaskoczenie – poza normalną (czyt. drogą) edycją jest też „wydanie polskie” pod hasłem „Zagraniczne płyty, polska cena”. Za CD w pudełku i ze szczątkową okładką płaci się niecałe trzydzieści złotych. Jak dla mnie bomba – i tak zawsze muzykę przegrywam na dysk twardy, a płyta wędruje na półkę. Wydawcy należy się zdecydowanie pochwała, za stanie frontem do klienta. Przy okazji warto zauważyć, że SP Records (to ci od L-Dópy) odwraca się do klienta zupełnie inną stroną.

Jaka jest nowa płyta Sophie? „Trip the Light Fantastic” znacznie bliżej do „Read My Lips” niż „Shoot from the Hip”. Nie jest tak przebojowa jak pierwsza płyta, ale i tak znacznie równiejsza i lepsza niż druga.

Pierwszy singiel, „Catch You”, niestety ma wyraźnie gorszy klip, niż poprzednie piosenki Sophie. Zupełnie bez pomysłu… Co nie zmienia faktu, że sam utwór jest niezły:

Drugi singiel to „Me and My Imagination” – zarówno utwór jak i klip są bardzo w klimacie pierwszej płyty, to dokładnie to, za co lubi się i czego się oczekuje od Sophie Ellis-Bextor:

Jako trzecia singlem została piosenka „Today the Sun’s on Us”. To, że jest spokojniejsza od poprzednich nie oznacza, że w teledysku nic się nie dzieje:

Ahhhhh… Sophie świetnie wygląda z tą fryzurą!

Na tych piosenkach płyta się nie kończy (tak naprawdę to się nimi zaczyna, bo są to pierwsze trzy utwory, czyżby komuś nie chciało się wybierać singli i poszedł na łatwiznę? ;D) – są jeszcze kolejne potencjalne przeboje jak „New York City Lights” i „If I Can’t Dance” i kilka przyjemnych, spokojnych, rozbujanych piosenek jak „The Distance Between Us” i „Love Is Here”. Nie znalazłem tam ani jednego kawałka, który bym ominął przy ripowaniu płyty czy pomijał w czasie słuchania.

Jeżeli lubicie sprawnie zrobiony pop śpiewany przez ładne (chociaż nieco za chude) panie to „Trip the Light Fantastic” jest dla was. Polecam.

Może Ci się również spodoba

  • i0

    Po drugiej płycie straciłem nadzieję, ale trzecia faktycznie zapowiada się interesująco. Chociaż po przesłuchaniu czterech kawałków jasne jest, że debiutowi nie dorówna.

    Sophie nie jest tak bardzo chuda, ona jest po prostu malutka. I momentami zbyt przypomina P*ris H*lton, zwłaszcza na pierwszym klipie. ;)

  • Za CD w pudełku i ze szczątkową okładką płaci się niecałe trzydzieści złotych. Jak dla mnie bomba – i tak zawsze muzykę przegrywam na dysk twardy, a płyta wędruje na półkę. Wydawcy należy się zdecydowanie pochwała, za stanie frontem do klienta.

    Jak dla mnie to jest objaw braku szacunku i potwarz dla klienta. Wybrakowane = polskie. Patologia po prostu. Ja rozumiem, że to się wszystko rozchodzi o kwestie licencyjne i płyty z polską ceną nie są importowane (przez co drogie), a produkowane w Polsce, ale jaki jest koszt wydrukowania okładki? Te płyty chodzą po 25-35 złotych, Vision Music wydaje swoje rzeczy w ten sam sposób dzięki licencjom (za 29,99) i książeczki są. Przynajmniej w IAMX takowa była. O dziwo można książeczkę dodać… Niezrozumiałe to dla mnie…