Po czterech latach

W artykułach jakie przekleiłem poniżej dużo było słów o naszych planach i marzeniach. Niestety – życie zweryfikowało teorię i sporo spraw potoczyło się inaczej.

Przede wszystkim nie udało nam się dorobić na golfie :) Cały czas inwestycje przewyższają dochody. no trudno. Trochę jeszcze trzeba będzie poczekać. Na szczęście jest nadzieja, że największe inwestycje mamy za sobą. Mam na myśli inwestycje na polu, bo poza tym jeszcze stara owczarnia czeka na przerobienie na salę konferencyjno-bankietową + pokoje noclegowe. Ale to taka góra pieniędzy jest na to potrzebna, że nawet nie marzymy o rychłym zaczęciu prac.

Wieś nie do końca zaakceptowała nasz pomysł na życie. Najbliżsi sąsiedzi żywią do nas uczucia bliższe ognistej niechęci niż akceptacji. Wiadomo – polskie piekiełko. Widzą tylko samochody graczy zajeżdżające na podwórze i snują opowieści o niewyobrażalnej kasie jaką zarabiamy właściwie niepracując (bo przecież kto nie uprawia ziemi to nie pracuje). Chłopaki od sąsiadów, którzy w artykułach jawią się jako chętni do pracy na polu zostali przegnani. Oszukiwali, podkradali piłeczki, lekceważąco odnosili się do klientów. Mimo napominania nic się nie zmieniało. Po licznych skargach musieliśmy ich wyrzucić. Jeden z nich do dzisiaj zakrada się na pole, podkrada piłeczki i potem je sprzedaje graczom.

Na szczęście nie wszyscy we wsi tak nas widzą, jest sporo osób życzliwie, lub chociaż obojętnie patrzących na nasze poczynania. Mogło być gorzej:D

Próbowaliśmy wciągnąć sąsiadów w działalność – wynajem pokoi, mini zoo (przyjeżdżają dzieci, które na widok kawałka jakiegokolwiek zwierzęcia wyją ze szczęścia) i tym podobne „agroturyzmy”. Nie ma chętnych. Nasz sąsiad na propozycję spółki odpowiedział „nie bede usługiwoł obcym!”.

Na początku nie do końca wiedzieliśmy na co się porywamy. Nawadnianie, zakup sprzętu i tym podobne sprawy dały nam ostro popalić. Dalej jednak robimy prawie wszystko sami (wynajmując paru ludzi do drobnych prac) – to się nie zmieniło. Nie zmieniły się też ceny. Mimo powiększenia pola dalej można u nas zagrać za 20 złotych – bez ograniczeń czasowych.

Pole obecnie ma sześć dołków, ale gotowy jest układ dziewięciodołkowy. Czekamy tylko na uruchomienie nawadniania. Gdy to ruszy, to pole będzie zajmowało niecałe 5 ha.

Ze względu na ogrom wysiłku jakiego wymaga prowadzenie pola nie pojawił się klub golfowy, a o stadninie czy korcie tenisowym już nawet nie myślimy.

Nie udało nam się zaszczepić gry w golfa w okolicy. Ze wsi nie gra nikt. Z pobliskiego Nakła (AFAIR ok 20 tys. mieszkańców) gra najwyżej pięć osób. Większość graczy to mieszkańcy Bydgoszczy.

Dalej kochamy to co robimy. Golf stał się częścią naszego życia już na dobre. Tak jak parę lat temu nie wyobrażalibyśmy sobie pola golfowego zamiast gospodarstwa, tak teraz nie wyobrażamy sobie innego zajęcia.

Może Ci się również spodoba

  • AvantaR

    Podziwiam Cie za Twoj zapal to tego :) Cieszy, ze sa jeszcze na swiecie ludzie, ktorzy robia to co kochaja mimo, ze moze nie jest to do konca rentowne (albo wrecz wcale rentowne nie jest). Z ciekawosci spytam – w jakies cenie pograc mozna u konkurencji? Bo 20zl na gre bez ograniczen wydaje sie bardzo malym kosztem. Kije i ogolnie sprzet wynajmujecie :) ?

    Pzdr

  • da.killa

    Za wypożyczenie kompletu sprzętu bierzemy 10 złotych. Też bez ograniczeń czasowych.

    Na najbliższym polu, w Toruniu, za przejście 18 dołków płaci się 60 złotych. Tyle samo z a wypożyczenie kompletu sprzętu.

    Na polu w Łukęcinie, na którym ojciec zaczynał przygodę z golfem, za całodzinną grę płaci się 110 zł, a za komplet sprzętu 70.

  • sznik

    Wiesz, najważniejsza jest treść ostatniego akapitu.

    Nie patrzcie na innych…

  • froger3

    gratuluje zapału i determinacji i powodzenia życze w przyszłości…

    myśle że z czasem zarobicie bo golf staje się coraz bardziej popularny:)

  • Wampirek

    da.killa, trzymajcie się mocno :) To, że sąsiedzi krzywo patrzą, to nic nowego — zawsze gdy ktos robi coś innego niż wszyscy (albo po prostu coś robi) to się na niego dziwnie patrzą.

    Po jakimś czasie powstają legendy o klejnotach trzymanych w skrzyniach pod łóżkiem i złotych tależach ;) Nie przejmujcie się :)

    Trzymam kciuki!

  • koorek

    To co tu widze tak troche pachnie promowaniem sie. nie to, ze mam cos przeciwko, tak tylko pozwolilem sobie zauwazyc … kurcze, moze w wakacje bym wpadl na jakis czas (z namiotem), ktos jeszcze??

  • smuki

    ja siedziałem cicho, ale jak już koorek pyta to sie przyznam. od kilku miesięcy na poważnie myślę o odwiedzeniu da.killi w wakacje [z namiotem] – oczywiście jeśli gospodarz niema nic przeciwko. sie zobaczy.

  • AvantaR

    Moze … ;)

  • da.killa

    Hmmm… niezbyt liczna grupa… z paroma namiotami w ogrodzie… jakieś dwa dni… to może wypalić. :)

  • serafin

    Heh a ja mieszkam w sumie niedaleko to moze kiedys sie wybiore i zobacze co to ten golf jest :) No i przy okazji mam nadzieje ze poznam Da.kille :)

  • zdzichuBG

    Mon, masz na imię Telesfor?

  • da.killa

    Tylko na drugie. Rzeczony Telesfor to mój ojciec.

  • deluge

    koorek: wezmiemy porsche i jedziem ;)

  • marcink

    da.killa: a próbowaliście dogadać się z jakimś sklepem w Nakle, żeby zaczął sprzedawać kije? :) Jeden zestaw i odpowiedni plakat na jakiejś wystawie w widocznym miejscu mógłby wiele zdziałać.

    Pole jest świetne, szkoda że jestem golfowym beztalenciem. Hmm, może by tak trochę poćwiczyć.. tylko tutaj ceny są, niestety, trochę inne.

    Łukasz, powodzenia. Plany macie świetne, a że trochę się opóźniają — cóż, bywa. Ważne że nie rezygnujecie.

  • mg

    Tymi sasiadami trzeba sie nie przejmowac. Widok takiej zajadlosci moze rozwalic na strzepy ale o to im wlasnie chodzi. U mnie sasiedzi maja problem, bo mamy "za duza" dzialke i "za duzy" dom. Sasiad w mojej obecnosci powiedzial "a po co im taka dzialka" kierujac to wypowiedz do kogos innego i stojac do mnie bokiem. Szkoda mi ich.

    Innym razem potrafili sie smiac z drugiego sasiada bo.. zlapali go po pijanemu i stracil prawo jazdy a wiec i prace. Smieli sie, ze dzieci sasiada beda mniej jesc.

    Jaki jest na nich sposob, zeby nie zygali jadem w naszej obecnosci? Pomysl z wciagnieciem w dzialalnosc byl dobry. Moze wartoby znowu sprobowac, te buraki pewnie to sobie przemysleli i teraz marzą żebys jeszcze raz zapytal.

  • PeTe

    Gratulacje, fajnie, że są jeszcze ludzie, którzy kochają swoją robotę. A co do sąsiadów to chyba normalka w polskich warunkch. U nas każdy drugiemu zazdrości i tylko narzeka, że sam cienko przędzie (choćby maił dwa domy i 5 samochodów)….